Z faktu, iz jakims niepojetym zrzadeniem losu zycie moje jednak wrocilo ze slepego, zakonczonego romantycznym aktem autodestrukcji toru, zdalam sobie sprawe w czerwcu zeszlego roku, gdy – w dniu moich 25 urodzin – nie odczuwalam nawet bardzo delikatnej potrzeby zrealizowania planu, ktory zakwitl w mojej lupinie orzecha lat niemalze tuzin temu i kwitl tam przez dominujaca wiekszosc pozostalego do terazniejszosci czasu.
Otoz, nie zacytowalam Romka K. i nie umiescilam notki, ktora przez lata postrzegalam jako koronacje mojego bloga. Mam dwadziescia piec lat i zycie… nigdy sie tu w koncu nie pojawilo. Swiat odzyskal kolory, Pani D. przestala byc agresywna i grzecznie stawia pasjansa w kacie. Mrokowi, od ktorego uzalezniona bylam jak od heroiny (z wzajemnoscia! swiat zawsze dawal mi do zrozumienia, ze uznaje mnie za uosobienie prawdziwego gotyku; nie, nie gotyku, gotyk w porownaniu ze mna to przeciez pozerstwo!), dalam w koncu odejsc.
Nie, nie uwolnilam sie od Pani D. i calej jej swity, z nia jak z alkoholizmem – chorym sie jest cale zycie. Wchlonelam ja i przyswoilam, tworzymy organizm symbiotyczny, choc wciaz jeszcze docierajacy sie. I jest nam dobrze, bardzo dobrze.
A Smierc… juz na nia nie czekam z utesknieniem. Wiem, ze kiedys i tak sie spotkamy ponownie, mam tylko nadzieje, ze – tak jak zawsze pragnelam – to ja ja zaprosze, w ostatecznym akcie czlowieczenstwa.
Miau.


Bo z Ciebie przelazLo teraz na mnie, chyba też muszę wyemigrować
Wez Pani D. pokaz, gdzie jej miejsce.
Z emigracja zycze powodzenia. I coz, ze ze Szwecji? 🙂
No właśnie, że ze Szwecji. Ostatnio opadły mnie wątpliwości, czy warto walczyć albo czy w ogóle jest sens się starać. Mam manię prześladowczą i obsesję, ech i chyba wszystko za bardzo biorę do siebie….
O tym, czy warto przekonac sie mozesz dopiero ‘po fakcie’, wiec walcz o swoje 🙂