Dziewiąty dzień tygodnia

-Piękny dzień dzisiaj.
-Mhmmm…
-Taki piękny dzień, a pani tak się od niego uporczywie odgradza… – strugi deszczowych kropel, niesione podmuchem wiatru, wleciały przez otwarte drzwi do autobusu – Pani myśli że to wystarczy?
-Co wystarczy?
-Chęć. Pragnienie.
-Tak. To znaczy… Najpierw jest zamiar później dopiero działanie…
-Ale czy to wystarczy?
-Do czego?
-Człowiek nie jest Bogiem, Absolutem który wypełnia sobą świat, by samą myślą go zmieniać. Człowiek żyje w świecie tych… powiedzmy po prostu – zależności, i nie wszystko od niego zależy.
-Właściwie nic.
-Dlaczego od razu tak drastycznie? Większość.
-Pan jest optymistą?
-Ale Pani nie jest pesymistką.
-Nie. Jestem realistką.
-To lepiej niż być optymistą?
-Nie wiem.
-Ja nie jestem optymistą. Po prostu pewne rzeczy nie robią już na mnie wrażenia.
-Na mnie też.
-Na Pani jeszcze pewne rzeczy nie robią wrażenia.
-Słucham???
Uśmiech. Brak spojrzenia. -Ja nie twierdzę, że to źle. Ale lepiej wiedzieć co się odrzuca zanim się to zrobi.
-Wiem co odrzucam.
-Pani pewna siebie. Czasem to dobrze…
-Gdybym nie była pewna swoich racji, jaką wartość miałyby te racje?
-… i myśli Pani dużo. To czasem też dobrze.
-Tylko myślenie ma jakąś wartość. Myśl jest zawsze na początku…
-… i na końcu…
-… i może więcej niż człowiek.
-Pani sądzi, że człowiek może przekroczyć wszystkie ograniczenia?
-Nie. My jesteśmy zbyt materialni – wręcz obrzydliwie materialni. Nie potrafimy się od tego uwolnić, nie możemy właściwie.
-A chciałaby Pani?
-Absolutnie.
-Cielesność Pani przeszkadza?
-Chyba tak. Takie mam wrażenie.
-To dziwne. Esencja człowieczeństwa tak ludziom przeszkadza… Nigdy nie mogłem się temu nadziwić.
-A Panu nie przeszkadza?
-Ja nie zwracam na nią uwagi. Jest sobie i stwierdzam że pewne rzeczy szalenie ułatwia, a inne niezwykle komplikuje. Dlatego też nie rozumiem po co ta cała sensacja wokół… Tak właściwie, to czemu Pani ze mną rozmawia?
-???
-No nie, takie proste pytanie chyba nie przekracza Pani możliwości intelektualnych?
-Pan mnie obraża?
-A Pani przejmuje się opinią innych?
-Zaczął Pan rozmowę, a ludzi nie powinno się ignorować.
-A czy to ciekawa rozmowa?
-Dość monotonna, Pan zadaje bardzo dużo pytań.
-Ponieważ interesują mnie odpowiedzi.
-Nie wątpię. Dziennikarz?
-Okazjonalnie.
-Filozof?
-Z zamiłowania.
-Więc kto?
-Nikt.
-Każdy jest po trochu nikim.
-Pani jest kimś.
-Czemu Pan tak sądzi?
-Bo Pani walczy a inni się poddają. Choć jednocześnie – tchórzy Pani i kłamie, więc znowu nie tak szczytnie… Ale z sobą samą chociaż stara się Pani być szczera. Za tą walkę i tą bardzo trudną szczerość, mimo że okazjonalną, bardzo sobie Panią cenię. To trudna moralność.
-Najwyższa moralność?
Uśmiech. -Ktoś już to kiedyś powiedział.
-Napisał.
-Właśnie.
-Czy nie sądzi Pan że odwaga byłaby tu o wiele bardziej na miejscu?
-A Pani?
-Ja bym wolała.
-Rozumiem. A inni?
-Zależy.
-Tak… Zawsze od czegoś zależy. To ciekawe, jak antonimem odwagi stała się głupota, nieprawdaż? Pani często marzy?
-Zdecydowanie za często.
-Skąd taka opinia?
-Krystalizują się wtedy pragnienia, których nie jestem w stanie ziścić. Tęsknoty. To źle.
-Wie Pani czego pragnie.
-A czy to dobrze?
-A czy to źle?
-A tęsknota?
-Decyzja jest Pani. A musi Pani przecież mieć wybór.
-Ja wiem czego chcę.
-Ostatecznie?
-Tak.
-Czemu więc tutaj siedzimy i rozmawiamy? Czyżby wątpliwości?
-Zawsze są wątpliwości.
-Ale powiedziała Pani, że decyzja jest ostateczna. Więc co z tymi wątpliwościami? Zdusi je Pani?
-Tak.
-Więc czemu nie teraz.
-Mam pewne zobowiązania.
-W świecie którego Pani nie znosi…
-… tego nie powiedziałam!!!
-Na głos – nie. A nie obawia się Pani, że każda chwila zwłoki może tą Pani ostateczną decyzję diametralnie zmienić?
-Na dzień dzisiejszy nic na to nie poradzę.
-A może czeka Pani na jakieś “ostateczne potwierdzenie”?
-Nie czekam. Ale nadzieję mam – owszem.
-Dużo tych zobowiązań?
-Nie. drastycznie, niebezpiecznie mało.
-Z Pani punktu widzenia to zapewne dobrze.
-Nie przeczę.
-Ale zawiodła się Pani.
-Ludzie zawsze zawodzą.
-To leży w ludzkiej naturze. Nie boi się Pani?
-Mam nadzieję więc się nie boję.
-Jaką nadzieję?
-Wielką. Że mimo wszystko mam rację.
-Kobieta Wielkiej Nadziei… – przystanek -… życzę powodzenia. Prędko się nie zobaczymy.
-Sądzi Pan?
-Sama Pani powiedziała, że ludzie zawsze zawodzą. Ja też jestem jak każdy człowiek. Pani również.
-Może kiedyś przypadkiem?
-Przypadek w Pani sytuacji nie grozi.

7 IV MMII

6 Replies to “Dziewiąty dzień tygodnia”

  1. Od razu na mysl przyszedl mi Sokrates, a mianowicie Ten Pan byl Sokratesem a Kobieta (Ty?) zaczepionym przechodniem Aten…

  2. “Jak długo żyjesz masz wybór, możesz wybrać śmierć. Ale martwy nie możesz juz wybrać życia.”

    Co zdarzyło się dziesiątego dnia tygodnia?

    PS:Od dwóch dni ciągle filozofuję, just my luck.

  3. nie wiem.. czy do końca można być pewnym siebie.. czasem wypowiadam słowa.. które są wbrew mnie.. czasem czynię coś wbrew sobie.. dziwne.. że dzieje się to zawsze.. kiedy jestem taka samotna i zła..

  4. Wątpliwości zawsze zostają i to pytanie, czy droga, którą podązamy, jest właśnie tą, która powinniśmy podążać, zawsze są inne opcje których każdy jest ciekawy, alternatywne drogi? Cielesnośc zaś – pamiętaj, że demony zazdroszczą ludziom ciała, więc chyba nie jest ono takie złe do końca.
    …I often go to Paris to live yesterday tomorrow…. – Mclaren

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *